
Tego wieczoru (28 kwietnia 1986) bawiłem się na podłodze swoją kolejką elektryczną. Gdzieś tam w tle dochodziły do mnie dźwięki z włączonego telewizora. Pan w dzienniku powiedział coś o jakimś radioaktywnym obłoku. Nie wiedziałem co to takiego ten „radioaktywny obłok” i w sumie nie obchodziło mnie to. Ruch miniaturowych pociągów był ważniejszy.
Za to następnego dnia w szkole, już od samego świtu można było wyczuć jakieś takie specyficzne napięcie. Wszyscy rozmawiali tylko jednym, choć szczegóły nie były znane. Wiedzieliśmy tylko, że trzy dni wcześniej w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej doszło do katastrofy. I że Ruscy, przez ponad dwie doby nie byli łaskawi poinformować o tym ani nas, ani reszty świata.
- Słyszałeś!? Wybuchło w Czarnobylu – to było chyba najczęstsze zdanie powtarzane przez uczniów, jeszcze przed rozpoczęciem lekcji.
- To podobno gorsze niż bomba atomowa – mówili inni.
- Tam wszystko jest wyłożone grafitem, a przy graficie wystarczy jedna iskra – wymądrzał się klasowy mądrala.
- Porozmawiacie o tym z rodzicami w domu – powtarzały nauczycielki.
Pamiętam, że mimo zakończonych lekcji, chyba przez dwie lub trzy godziny nikomu nie pozwolono opuścić szkoły. Nie wiem czy była to suwerenna decyzja naszej dyrektorki, czy odgórne zarządzenie. Oczywiście od razu zaczęliśmy snuć nasze dziecięce domysły, że „pewnie to dlatego, że ten radioaktywny obłok leci właśnie nad Krakowem”.
Gdy wreszcie nas puścili i wróciłem do domu, rodzice od razu dali mi do wypicia przyniesiony przez dziadka Płyn Lugola, a następnie kazali iść do łazienki i dokładnie opłukać się prysznicem.
Dla nas – dzieciaków, temat katastrofy był tyleż absorbujący, co przemijający. W zasadzie już po kilku dniach, nikt, ani w szkole, ani na podwórku nie pamiętał o wybuchu reaktora. Choć może nie do końca. Gdy jakiś czas później chcieliśmy pobawić się w chowanego, jeden z kolegów zaczął wyliczać:
Dylu, dylu, na badylu,
wyrąbało w Czarnobylu,
raz, dwa, trzy – świecisz ty.
Cóż, byliśmy tylko dziećmi…
Wielu dorosłych dobrze zapamiętało "zimny prysznic" jaki nam zgotował "wielki brat". Być może to wydarzenie przelało czarę goryczy? Jak się okazuje w Polsce w ciągu zaledwie trzech dni 18,5 mln ludzi wypiło płyn Lugola, aby uchronić swoją tarczycę. Mikstura ta smakowała obrzydliwie, ale niektórzy żartowali sobie i składali rymowanki: "Pijcie dzieci płyn Lugola to radziecka Coca Cola."
OdpowiedzUsuńDziś bardzo jestem ciekawa chińskiego Sztucznego Słońca, które jest oparte na fuzji jądrowej, a rozwój tej technologii ma sprawić, że pozyskiwanie energii będzie o wiele bardziej bezpieczne niż w przypadku elektrowni jądrowych.
Już nawet nie pamiętam jak to smakowało. Co do energii, to warto szukać rozwiązań bezpiecznych, a jednocześnie ekologicznych. Przeraża mnie to, w jakim stanie zostawiamy świat przyszłym pokoleniom…
UsuńPamiętam ten dzień bardzo dobrze. Była piękna pogoda, więc siedziałam pod drzewkiem z noworodkiem. Ktoś mi zwrócił uwagę, żeby iść do domu, bo coś się stało. Zadzwoniłam do Urzędu Wojewódzkiego z pytaniem, czy to prawda? Nie chciano mi odpowiedzieć, przełączano mnie chyba 4 razy na inne wewnętrzne numery i w końcu połączono z Wojewodą. Zaprzeczył kłamca, chociaż wspomniałam o zagrożeniu noworodka, mnie jednak zaniepokoiła, ta procedura informacyjna. Po kilku godzinach było już wszystko wiadomo, znajoma lekarka przywiozła płyn Lugola dla całej rodziny. Przetrwaliśmy, pozdrawiam !
OdpowiedzUsuńNo właśnie najgorsze było to, że nikt nic nie wiedział. Nawet nasze władze, o tym co się w ogóle stało, dowiedziały się z radia BBC. Bo wczesniej wykryli tylko aktywność izotopów promieniotwórczych w powietrzu ponad pół miliona razy większą niż zwykle i podejrzewali, że gdzieś wybuchła bomba atomowa.
UsuńPozdrawiam!
Byłam zbyt mała żeby ten wybuch w Czarnobylu pamiętać jak Ty. Kojarzę płyn Lugola, który dostaliśmy od cioci ze szpitala i my dzieci i dorośli. Więcej na temat tych wydarzeń wiem od moich rodziców, którzy ten dzień bardzo dobrze pamiętają.
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
Ja też pamiętam tę katastrofę dość wyrywkowo. Próbowałem przypomnieć sobie więcej, ale bezskutecznie.
UsuńPozdrawiam Cię ciepło.
Bardzo ciekawy wpis. Wyliczanka jest genialna od razu ją zapamiętałam :) Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńJa też zapamiętałem ją przez tyle lat. Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam!
UsuńRodzice opowiadali mi o tym... Bo mnie jeszcze na świecie nie bylo
OdpowiedzUsuńPamiętam wyliczankę i starszą panią w sklepie, która wciąż powtarzała: "Czarnobyla to choroba". Płynu absolutnie i zapamiętałam. Ale wiem, że rodzice bardzo się martwili.
OdpowiedzUsuń